Uwaga, grafoman na Twitterze

Zastanawiam się, czy osoba, która chce pisać, i której marzy się kariera pisarza ma prawo korzystać z narzędzi takich jak Twitter i nie dbać tam o poprawność używanego języka.

Chciałbym stwierdzić, że wyłącznie kilkukrotnie spotkałem się z tendencją do słowotwórstwa wśród piszących. Nie było to jednak słowotwórstwo podyktowane jakimiś sensownymi argumentami, a jedynie lenistwem i ograniczeniem w ilości znaków, które przecież teraz Twitter rozszerzył dwukrotnie.

Grafomania czy wygoda?

Pisząc to mam w głowie jeden termin: opko. Skrót od słowa opowiadanie, który wykorzystywany jest nie tylko przez kilkunastoletnich autorów z romantycznym wyobrażeniem pisarza, ale również starszych, często dwudziestoparoletnich prawie pisarzy. Zastanawiam się, czy fakt ograniczenia znaków to dobre wytłumaczenie na używanie czegoś, czego nawet nie chcę określać mianem słowa.

Kilka dni temu w wywiadzie z jednym uznanym już pisarzem przeczytałem, że w polskiej literaturze brakuje slangu, brakuje kolorytu. Tylko ten slang powinien, moim zdaniem, zawierać się w osobowości bohaterów, a nie w wypowiedziach autorów, którzy nawet nie opisują tego, nad czym obecnie pracują, ale jedynie chwalą się nowym pomysłem.

Im jestem starszy tym bardziej zaczynam rozumieć, dlaczego internet nie zawsze jest czymś pozytywnym i jak możliwość natychmiastowego dzielenia się myślą czasem może kogoś zaboleć, nie ze względu na treść, ale na sam fakt podzielenia się myślą. Wiele osób na pytania młodych osób o pisanie, zachęca i stara się utwierdzać ich w przekonaniu, że powinny to kontynuować.

Oczywiście zgadzam się, że młodych trzeba zachęcać. Postawiłbym jednak granicę między samym ich pisaniem, a publikowaniem tego w sieci. Wystarczy odwiedzić polskie wersje portali Wattpad czy Sweek, gdzie nie znajdziemy już potencjalnie dobrej literatury. Jest tam głównie sieczka pisana przez nastoletnie fanki Zmierzchu. Jeśli czytasz ten tekst i wiesz, że w jakimś stopniu jest o Tobie, proszę, zastanów się dwa razy zanim pochwalisz się opkiem.

Sprawdź też to

VII Ogólnopolski Konkurs na Opowiadanie... Dom Literatury w Łodzi, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi oraz Miejska Biblioteka Publiczna w Radomsku organizują ogólnopolski konkurs literacki na opowiadanie fantastyczne. Celem tej inicjatywy jest upamię...
Jesienne spotkanie z fantastyką Wczoraj udało mi się dotrzeć na jesienne spotkanie z fantastyką w jednym z katowickich domów kultury. Miałem dwa cele. Dostać się na wykład Magdaleny Kucenty, która miała opowiedzieć o początkach kariery pisarza oraz wzi...
  • 280 znaków aktualnie już powinno pozwolić na pisanie bez skracania, tak odnośnie do samego Twitter.

    Są jednak ludzie, którzy tak piszą nawet bez limitu znaków. Ble. Nie toleruję, tak jak „nara” czy „dozo”.

    Z tym slangiem – hm. Nie wiem szczerze, używanie tego w książkach brzmi zazwyczaj bardzo nienaturalnie. Odpowiednie skrojenie postaci pewnie by jeszcze sprawiło, że to ma sens, ale mi się nie zdarzyło przeczytać.

    • W opinii pisarza slang brzmi nienaturalnie właśnie dlatego że nikt go nie używa ☺.

      • Zehel vonScythe

        Z ciekawości zapytam – skoro nikt nie używa slangu, to kto i po co go stworzył?

        • Sam się stworzył 🙂

  • Mam 39 lat i używam słowa opko, także poza twitterem. Język ma to do siebie, że żyje. Zmienia się, czy tego chcesz, czy nie. Tak jest od zawsze. Język służy nam do komunikacji. Podobnie jak twitter, jeśli zawrócimy do tematu posta. A mówimy skrótami, zjadamy słowa, rzadko wypowiadamy się na co dzień pełnymi zdaniami. Absolutnie mi to nie przeszkadza. Język literacki a język codzienny to dla mnie dwie różne sprawy.

    • Ja naprawdę czuję fizyczny ból widząc gdzieś ‚opko’.

      • OK, masz prawo. Mój mąż go nie lubi, bo uważa za infantylne. Ale jak można definiować grafomana za pomocą tego, czy używa słowa opko na twitterze, czy nie, po prostu nie rozumiem.

        • Wiesz co, to chyba kwestia tego, że jak czytałem teksty osób które zachęcały do lektury ich opowiadań w ten konkretny sposób, zawsze byłem dość poważnie rozczarowany.

  • Nie każdy, kto próbuje swoich sił w pisaniu upatruje w tym swoją przyszłość. Nie każdy traktuje pisanie jak uduchowiony seans, w czasie którego przelewa skrawki swej duszy na papier. Nie dla każdego słowo pisane ma jakąś szczególną wartość, stawiającą je ponad wszystko inne.
    Nie widzę żadnego powodu, dla którego autorzy nie mieliby posługiwać się slangiem, ani dlaczego nie mieliby chwalić się nowymi pomysłami. Ani – przede wszystkim – w imię czego mieliby zrezygnować z robienia czegoś, co sprawia im przyjemność, nawet jeśli nie są w tym dobrzy.

    • Też racja, czasem myślę o sobie jako o perfekcjoniście, czasem mam bardzo ideowe podejście do życia. To chyba jeden z takich przypadków.

  • Język ewoluuje, co dla mnóstwa ludzi jest źródłem nieustającej frustracji. Mnie też niektóre „nowoczesne” dziwolągi drażnią. O „opko” dowiedziałem się dopiero dziś, nie podoba mi się.

    Ale podobno udało się jakiś czas temu odcyfrować materiały sprzed paru tysięcy lat, z których wynika, że już wtedy „starzy” marudzili na niedbały język i obyczaje „młodych”.

    Kiedyś, panie, to nawet nostalgia była lepsza…

    • No to marudzenie to chyba taka norma, co nie zmienia faktu, że są słowa, które budzą we mnie potwora 😀

Scroll Up