RODO – jak ustawa o ochronie danych osobowych stała się przyczyną SPAMu

Jack nalał wody do kubka, do którego wcześniej wsypał dwie łyżeczki świeżo mielonej kawy i jedną łyżeczkę cukru. Jack kubek dostał od żony, na piętnastą rocznicę. Zawsze kiedy patrzył na ten kubek, przypominały mu się dobre i złe chwile. Tęsknił za tamtymi czasami, teraz zostały mu już tylko wspomnienia. Żona odeszła bo on wybrał pracę ponad życie rodzinne. Wtedy wolał ślęczeć nad skrzynką i odpowiadać na maile. Teraz stał nad prezentem byłej, żeby nie patrzeć w ekran.

Kiedy komputer po raz trzeci dał znać o nowym mailu, Jack otrząsnął się i usiadł przy biurku. W skrzynce oprócz trzech newsletterów ze sklepów, w których kupił coś raz, kilka lat temu, kiedy jeszcze był z Jane, znajdowała się cała masa innego gówna.

– Cholera – pomyślał.

Pomyślał tak, bo pracował w Parlamencie Europejskim i miał jako taki wpływ na rzeczywistość.

– Trzeba coś z tym zrobić – powiedział do siebie.

RODO – ochrona danych osobowych czy przyczyna wysyłania SPAMu?

Tak mogło być. Ktoś mógł zauważyć problem bezwiednego pozyskiwania danych osobowych i wykorzystywania ich do wysyłania ofert handlowych. Być może pomysłodawca chciał dobrze, może nawet chciał zadbać o dobro innych. Ale co z tego wyszło?

Dwudziestego piątego maja wchodzi w życie rozporządzenie w Polsce znane pod skrótem RODO, w Europie i na świecie zaś jako GDPR. Chodzi o ochronę danych osobowych. Od teraz każdy człowiek ma prawo sprzeciwić się gromadzeniu jego danych, ma również sposobność edycji tych danych i wysłania prośby o poinformowanie, jakie dokładnie dane firma zgromadziła na temat jego osoby.

Bardzo szlachetne. I równie nieprzemyślane.

Od niemal miesiąca otrzymywałem wiadomości dotyczące nadchodzących zmian. Kolejne strony i firmy bombardowały mnie swoimi mailami, informując o tym, że widzą jak mam na imię, jakiego maila używam, kiedy się urodziłem, gdzie mieszkam, co kupiłem, jaki mam numer telefonu, jaki rozmiar buta posiadam, co jadłem wczoraj na obiad, jaki stolec oddałem rano i czy sąsiadka z klatki obok mnie irytuje.

Ale ilość wiadomości, która nadeszła od początku maja do chwili obecnej była niczym. Ostatnie dwa-trzy dni poprzedzające godzinę zero to istna spamerska zmowa. Rozporządzenie, które miało przyczynić się do uchronienia nas wszystkich od niechcianych wiadomości, sprawiło, że wszystkie, ale to wszystkie podmioty zasypują wiadomościami.

Szczytem był telefon wykonany przez automat w imieniu jednego z przedsiębiorstw, którego nazwy już nie pamiętam i które w jakiś magiczny dla mnie sposób pozyskało dane mojej firmy. W słuchawce odsłuchałem znaną już formułkę o prawie do edycji i usunięcia danych oraz o fakcie gromadzenia ich do chwili wyrażenia sprzeciwu. Podali oczywiście numer, pod który mogę zadzwonić, ale nikt normalny nie biega w ręce z notesem i długopisem, żeby zapisać kontakt.

Panie Jacku, osobo odpowiedzialna za zmiany związane z ochroną danych osobowych. Załatwiłeś nam ustawę, która być może zmieni coś w naszym życiu. Ale na ten moment uprzykrzyła je do granic możliwości. Zarówno nam, zwykłym ludziom, jak i nam, właścicielom stron. Bo godziny spędzone nad przepełnioną skrzynką to jedno. Zaś kolejne godziny spędzone nad przygotowywaniem i dostosowywaniem skryptów mailingu, sekcji komentarzy i stron z polityką prywatności to zupełnie inna bajka. Wymagająca i wydaje się, zupełnie niepotrzebna. I tak nikt nie czyta tych wiadomości.

Przy okazji, zachęcam do zapisania się do newslettera przez formularz znajdujący się w sidebarze :). Już tylko w ten sposób informuję o nowych tekstach.

Scroll Up