Niezdana matura to nie koniec świata!

Ubrałeś białą koszulę, którą jeszcze chwilę temu prasowała ci mama. Na szybko, bo zapomniałeś ją o to poprosić wczoraj, kiedy wybiegałeś na piwo z kolegami. Ojciec zawiązał ci pod szyją windsora i pociągnął zbyt mocno. Zakrztusiłeś się. Założyłeś nową marynarkę, wsunąłeś na nogi wypastowane na błysk buty i schowałeś do kieszeni spodni ściągę dłuższą niż lista nieobecności na lekcjach fizyki. Bez tego ani rusz. Nie wiesz, czy się przyda, ale dobrze jest mieć pod ręką ostatnią deskę ratunku.

Kiedy tylko mama schowała ci do plecaka kanapki, wyjąłeś zza szafki paczkę Marlboro i też je zapakowałeś. Nie rozumiesz, czemu jeszcze nie zaakceptowali twojej dojrzałości i czemu musisz się ukrywać z nałogiem, ale mimo wszystko ciągle chowasz po kątach papierosy i udajesz, że nie pijesz alkoholu.

Ojciec na do widzenia życzył ci powodzenia. Nie odpowiedziałeś, bo co on tam wie. Zamknąłeś za sobą drzwi i pobiegłeś na autobus.

Stres przed maturą? Niepotrzebnie

Przed wejściem do szkoły rosną kasztanowce. Korony drzew bielą się kwieciem. Damska część rozpływa się nad ich pięknem, ale ty razem z kolegami przeklinasz ten symbol. Masz już dość wspominek rodziców i zaganiania do nauki. Jeśli po raz enty usłyszysz, że widok kwitnących kasztanów to ostatni sygnał do nauki, specjalnie oblejesz maturę, tak po prostu, żeby zrobić na złość rodzicom. Bo udało im się wpoić ci, że matura jest ważna, że po maturze musisz iść na studia. Że najważniejsze jest życie w systemie, który dla ciebie przygotowali.

Prawda jest taka, że dobrze napisana matura, wybór nudnych, ale dających szeroką wiedzę na dany temat – podobno – studiów, a potem stabilna praca to droga na skróty. Droga niepewna i pełna strachu. Kończysz edukację, idziesz do pracy, którą musiałeś wybrać jako osiemnasto-dziewiętnastoletni dzieciak. A potem męczysz się całe życie. Tylko dlatego, że zamiast nauczyć się otwartości na zmiany i procesu „uczenia się” przywykłeś do wpasowywania się w system. Ten sam, który chce cię trzymać za gardło kredytem na mieszkanie i pensją, która ledwo wystarczy na wyżywienie siebie, żony i dwójki jeszcze nienarodzonych dzieci. Tego chcesz?

Niezdana matura? Możesz bez niej żyć i pracować!

Ja skończyłem politologię, z góry wiedziałem, że te studia pracy nie dadzą. Co więcej, jeszcze w trakcie studiów odkryłem, że w mediach nie ma przyszłości. Bycie dziennikarzem to bardziej hobby niż zawód, a większe pieniądze obecnie są w blogowaniu. Jeśli jesteś dobry i nie godzisz się na barter.

Pierwszą poważną robotę i jak się okazało potem, zawód, zdobyłem dzięki temu, że od szesnastego roku życia prowadzę bloga, piszę. Dzięki temu, że robiłem coś, co inni uważali za stratę czasu. Kiedy koledzy z gimnazjum chodzili na pijackie imprezy, ja uczyłem się htmla i obsługi serwera. Kiedy koledzy ze średniej szkoły upijali się na domówkach i płodzili dzieci, które potem wychowywali ich rodzice, ja montowałem pierwsze filmy.

Kiedy koledzy ze studiów w wolnej chwili biegali na kebaba, ja zastanawiałem się nad profesjonalizacją moich działań w sieci. A kiedy wreszcie znalazłem pracę jako specjalista od pozycjonowania stron i kiedy udało mi się wreszcie odzyskać wiarę w siebie, we własne umiejętności, kiedy zdobyłem przekonanie, że potrafię coś, czego nie potrafi wielu innych, zacząłem na tym zarabiać.

Wymarzona praca bez matury

To dzięki temu mogę pracować słowem, dzięki temu mogę tworzyć strony, kręcić i montować filmy, to dzięki zdobywaniu umiejętności w zaciszu domu, dzięki próbowaniu i poświęcaniu czasu, mogę zarabiać na życie pracując co najmniej połowę tygodnia z domu. I wiesz co? Jeśli uważasz, że jesteś w stanie być w czymś dobry, jeśli możesz nauczyć się czegoś przydatnego, z czym twoi znajomi mają problem, jeśli będziesz wystarczająco uparty, żeby samemu poznawać szczegóły niecodziennego na daną chwilę zagadnienia, nie potrzebujesz matury ani studiów. Potrzebujesz samozaparcia i osoby, która potrzebuje twoich umiejętności. W ten sposób znajdziesz pracę. A jeśli okaże się, że takich ludzi jak ty, ludzi, których posiedli jakąś niecodzienną umiejętność jest niewielu, za świadczenie usług możesz brać naprawdę duże pieniądze.

Matura ci tego nie da. Podobnie jak studia. To sposób urządzenia świata, który wepchnie cię w ramy i nie wypuści. Ciężko wyjść ze schematu, kiedy stałeś się jego częścią. Jeśli się boisz, nie pal mostów. Zdaj maturę, idź na studia. Ale nie zapominaj o swojej pasji. I nie lamentuj, jeśli oblejesz ten egzamin. Jeśli chcesz, zdasz go za rok po bardziej intensywnej nauce. A przez ten czas możesz nauczyć się czegoś, co w przyszłości pozwoli ci zarabiać na czymś, co kochasz. Maturę traktuj jako wymysł rodziców i nauczycieli, zdaj ją żeby mieć spokój, a potem skup się na tym, co naprawdę możesz zaoferować światu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

siedemnaście + 10 =

Scroll Up