Nauczyłem się nie czekać na lepsze czasy

Już w szkole średniej miałem problem z odkładaniem planów na później. A to zmęczenie dawało się we znaki, a to nawał sztucznie wykreowanych obowiązków. Byle nie zabrać się za coś, na czym naprawdę mi zależało.

Potem przyszły studia i sporo wolnego czasu. Niestety to także nie pomogło w realizacji celów. Bo przecież jutro też jest dzień, zabiorę się za to w przyszłym tygodniu, od następnego poniedziałku, od przyszłego miesiąca, po nowym roku. Też to znacie?

Tak minęły mi studia licencjackie. Dopiero kiedy na magisterce zrobiło się ciaśniej z wolnym czasem, zacząłem pisać. Ale wtedy też co sesję wmawiałem sobie, że nie ma co skupiać się na opowiadaniach, skoro czeka praca końcowa. Nie ma sensu czytać dla rozrywki, skoro w kącie leży stos książek do przeczytania na egzamin. Dobrze wiedziałem, że na sesję uczyć się będę ze skryptu, który ktoś mi pożyczy, albo który zrobię sam, bazując na notatkach kolegów.

Przez cały ten czas powtarzałem sobie, że pisaniem zajmę się później. Wtedy będzie więcej czasu, myślałem. Ale nie było. Zaczęła się praca. Czasem trzeba było zostać po godzinach, niektóre z firm wymagały, bym pracował od dziesiątej do osiemnastej. Czekałem więc na kolejne miejsce, w którym godziny będą bardziej przystępne, albo gdzie nie będę się tak męczyć.

Mijały lata, a wymówki wciąż pomagały mi odkładać w czasie marzenia. Stuknęła mi trzydziestka i niemal żaden z planów, który sobie założyłem, nie został zrealizowany. Dlaczego? Bo wciąż czekałem na lepsze warunki do realizacji marzeń.

Ostatnio dotarło do mnie – przy remoncie mojego pierwszego własnego, choć nie wykupionego mieszkania – że przecież życie toczy się tu i teraz. Że z marzeniami jest jak z wyremontowanym mieszkaniem.

Mogę zrobić to po łepkach i czekać, bo za kilka lat – być może – wyprowadzę się i zamieszkam w pięknym domu. W tym czasie będę żył na pół gwizdka i marzył o tym, co może się stać. Będę tak czekał. Jednak jeśli się nie wyprowadzę, uznam, że zmarnowałem życie w brzydkim mieszkaniu. Dlatego lepiej chyba wyremontować mieszkanie po swojemu, postawić na tu i teraz. Nie czekać z marzeniami na później, bo teraz mało czasu przez dojazdy. Później będzie mniej przez dzieci i domowe obowiązki. Trzeba budować teraźniejszość dzisiaj. A jeśli czytając to powiesz pod nosem, mądrala bo nie musi przewijać pieluch, zdaj sobie sprawę, że też tkwisz w takiej spirali zawalania terminów i przekładania celów.

Dlatego od tej pory staram się robić dzisiaj to, co mógłbym zaplanować na jutro. Żadnego odkładania planów na kolejny dzień, kolejny tydzień, miesiąc czy rok. Wam także radzę zacząć dietę od teraz, nie od jutra, kolejnego poniedziałku czy nowego roku. Bo tak to nie zadziała. Ja się już o tym przekonałem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

18 − 8 =

Scroll Up