Pokój światów – recenzja książki

Pierwszy raz o Pawle Majce usłyszałem w kontekście poszukiwania polskiego autora, który podjąłby się napisania coveru Metra 2033, flagowej powieści Dmitrija Gluhovsky’ego. Sam pomysł stworzenia historii w uniwersum wymyślonym przez innego powieściopisarza, wydał mi się absurdalny. Fanfiki kojarzę raczej z twórczością gimnazjalistów, aniżeli z dziełami dojrzałych i doświadczonych ludzi. Postanowiłem jednak nie skreślać autora z tak błahego powodu.

Bóstwa, mity i Marsjanie w Pokoju światów

Majka swój powieściowy debiut zaliczył w zeszłym roku Pokojem Światów. Już sam tytuł wydał mi się dziwnie znajomy. Jestem fanem Wojny Światów Wellsa, a historia o panice, jaką wywołało radiowe słuchowisko emitowane w Stanach Zjednoczonych jest dla mnie niemal legendą. Wzorem, do którego chciałbym dążyć.

Pierwsza książka Pawła Majki to opowieść o miłości, pieniądzach i zemście, trzech podstawowych motywach napędzających każdą historię. Już na początku poznajemy Mirka Kutrzebę – głównego bohatera – od jak najgorszej strony. Mężczyzna zostaje skazany na śmierć przez powieszenie i gdyby nie mieszkająca w jego duszy zmora, jego udział w historii skończyłby się tak szybko, jak się zaczął. Ale Majka to nie George Martin, a Kutrzeba to nie Sean Bean.

Po krótkim prologu autor przenosi nas o cztery lata w przód, w realia powojennej Polski, która właśnie odzyskała niepodległość. Nie jest to jednak Polska, którą znamy. W świecie wykreowanym przez pisarza nie liczyło się, kto wygrał, czy kto przegrał konflikt. Znaczenie miało pojawienie się Marsjan i zrzucenie przez nich na Ziemię mitobomb. Ładunków, wyzwalających energię z ludzkich wierzeń.

Najeźdźcy zdobywali w ten sposób kolejne światy. Bombardowali planety materią, która przyczyniała się do urzeczywistniania dawnych bóstw. Powstałe w ten sposób demony, upiory i strachy wybijały mieszkańców planet, a Marsjanie osiedlali się w miejsce dawnych lokatorów.

Z Ziemianami było jednak inaczej. Majka nadał mieszkańcom całego globu naszej polskiej żyłki do handlu. Dzięki temu obywatele błękitnej planety dogadali się z bóstwami i postanowili stawić kosmitom stanowczy opór. Ci ostatni, nie mając wielkiego wyboru, osiedlili się.

Jeśli jesteście ciekawi debiutu Pawła Majki, zerknijcie na stronę wydawnictwa Genius Creations, albo witrynę księgarni Madbooks.

Moje zdanie o Pokoju światów

Paweł Majka opowiada historię z kilku różnych perspektyw. Wątkiem wiodącym są oczywiście losy Kutrzeby. Ale wokół niego dzieje się multum innych, równie ważnych spraw. Nowakowski, Marsjanin, który nie potrafi pogodzić się z porażką własnego gatunku, marzy o opuszczeniu planety. Szuler, bóg losu winny Mirkowi Kutrzebie posłuszeństwo, stara się pomagać mu i zarazem chronić przybraną córkę, Wandę. Gdzieś w połowie książki poznacie też Jaśka, niewinnego młodzieńca, który po uszy zakochuje się w Wandzie i próbuje za wszelką cenę odciągnąć ją od przewrażliwionego ojca.

Pokój światów to przykład, jak zaistnieć, tworząc coś wtórnego. Majka debiutuje, opierając się na pomyśle Wellsa. W pewnym momencie przywołuje nawet obraz Marsjan, którym posłużył się Brytyjczyk. We śnie Kutrzeba widzi trójnogi, siejące zniszczenie przy pomocy laserów.

Historia, pomijając kilka literówek czy powtórzeń – te zdarzają się zwłaszcza na końcu – jest napisana poprawnie. Książkę powinno czytać się lekko, pretenduje ona do wakacyjnego czytadła. Jednak ciągłe skoki w czasie – Majka stale przenosi nas pomiędzy przygodami Kutrzeby z dwóch okresów – wybijają z rytmu. W pewnym momencie nie jest się pewnym, czy historia toczy się przed, czy po powieszeniu głównego bohatera.

Zgrzyty występują również w kwestii prawdomówności, o jakiej wspomina Stephen King w Pamiętniku rzemieślnika. Pisarz może wymyślić świat, bohaterów czy wydarzenia. Jednak kiedy trafia na ścianę i decyduje się oszukać czytelnika przy pomocy półśrodków, szybko straci zaufanie.

A właśnie tak traktuję końcową scenę, w której Kutrzeba otrzymuje pomoc od kogoś niemal wyłączonego z akcji. Być może uznasz, drogi czytelniku, że to niezwykle przemyślany zwrot akcji. Moim jednak zdaniem Majka nie miał pomysłu, jak uratować bohatera. Sięgnął po pierwsze lepsze (gorsze?) rozwiązanie.

Więc?

Książkę czytało mi się źle. To powieść fantasy, którą należałoby połknąć w kilka wieczorów. Ja zmuszałem się do lektury kolejnych rozdziałów. Moim zdaniem całość psuje sposób podzielenia opowieści i ciągłe skoki z fabułą. Przesyt postaci i wątków jest akceptowalny. Jednakże zbudowanie historii na pomyśle innego pisarza nie jest najlepszą drogą dla debiutanta.

Jakub Górnicki na niedawnym spotkaniu śląskich blogerów stwierdził, że każdy autor internetowego dziennika powinien być pierwszy w tym, co robi. Jeśli nie może być pierwszy, musi być najlepszy. Jeśli to również mu się nie uda, powinien być chociaż świeży. Według mnie myśl tę można przenieść na środowisko pisarzy. Paweł Majka z cała pewnością nie jest pierwszy. Nie jest również najlepszy. I moim zdaniem, w swoich pomysłach nie jest świeży.

Scroll Up