Dzieci Darwina – recenzja książki

Dzieci Darwina to kontynuacja recenzowanej przeze mnie półtora miesiąca temu powieści Grega Bear’a, Radio Darwina. Amerykański pisarz przenosi czytelnika jedenaście lat w przyszłość, gdzie szewitów, ludzi takich jak Stella Raffelson (córka Kaye i Mitcha) jest dużo więcej.

Dzieci Darwina podzielono na trzy części; choć nie wszystkie trzymają równie wysoki poziom. Pierwsza, prawdopodobnie najlepsza, dotyczy dojrzewania nowych ludzi. Wyewoluowane jednostki uczą się własnego ciała i choć nie do końca rozumieją dlaczego, widzą, że różnią się od swoich przodków.

Bear w pierwszej części na przykładzie rozwiedzionych Raffelsonów, pokazuje problem zagubienia rodziców; są oni niejako rozdarci pomiędzy obawą przed własnymi potomkami, a miłością do nich. Rządy państw uznały, że nowe pokolenie jest wynikiem choroby, i, by chronić pozostałą część społeczeństwa, musi zostać odizolowane. Wielu z rodziców zgodziło się z politykami i zdecydowało się dobrowolnie wysłać pociechy do specjalnie przygotowanych obozów. Inni zaś postanowili do samego końca walczyć o latorośle.

Kaye i Mitch do ostatnich kart powieści nie są pewni, czy dobrze zrobili. Czy odseparowywanie córki od jej podobnych było dobrym posunięciem. Ostatecznie Stella Raffelson i tak trafia do obozu wychowawczego. Tam, dzięki pozostałym nastolatkom uczy się odmiennego sposobu komunikacji; odkrywa niepoznane do tej pory tajemnice własnej niezwykłości.

Dzieci Darwina – fikcja naukowa, czy rzeczywistość?

Pierwsze kilkadziesiąt stron książki to przedstawienie nowego świata; systemu politycznego, który nijak nie potrafi sobie poradzić z czymś tak nieznanym jak progres gatunku. Pisarz wprawnie opowiada o emocjach ludzi, o zagubieniu zwyczajnych dorosłych i niezwyczajnych dzieci. Dla mnie to nie tylko snucie fantastyczno-naukowej wizji, ale również pokazanie odwiecznego problemu walki pokoleń.

Jedną z wad powieści jest jej druga część. O ile przedstawienie okresu dojrzewania Stelli i jej rówieśników oraz ich życia w ośrodku wypada sprawnie, o tyle fragmenty dotyczące Mitcha, starającego się wrócić do antropologii czy Kaye szukającej miejsca w życiu po utracie męża i dziecka bardzo się dłużą. Plusem może być włączenie w historię wątków filozoficzno-teologicznych. Kobieta pocieszenie znajduje w wierze. Odbija się to oczywiście na jej pracy, bo środowisko naukowców dość sceptycznie podchodzi do jakichkolwiek transcendentalnych bytów. Wadą może być jedynie sposób opisania powrotu do Boga.

Dla powieści traktującej o rozważaniach nad człowieczeństwem, pojawienie się elementów sfery sakralnej wydaje się być nieodzowne. Kaye Lang staje się piewcą wiary wśród ateistycznych biologów. Bear w książce odchodzi trochę od naukowego żargonu. Zamienia go na neologizmy związane z nazewnictwem nowego pokolenia.

Dla mnie drugi tom był dużo gorszy od pierwszego. To nie była już fikcja naukowa, ani twarda fantastyka tylko emocjonalna siekanka i dywagacja nad problemem związku rodziców z dzieckiem. Gdyby ktoś sięgnął wyłącznie po Dzieci Darwina, nie czytając wcześniej Radia Darwina, mógłby wywnioskować, że element fantastyczny jest tu dołożony na siłę. To prawda, Bear miał ciekawy pomysł, równie interesująco rozwinął ewolucję szewitów, ale sama fabuła dla fana sci-fi może nie być wystarczająco ciekawa. Tak jak pierwsza część, mimo trzech podejść, wciągnęła mnie, tak po drugim tomie jestem pewny, że do utworów Grega Bear’a już się nie zbliżę.

Scroll Up