Tożsamość – recenzja filmu

Filmów z Liamem Neesonem w ostatnim czasie oglądam sporo. Stąd decyzja o obejrzeniu Tożsamości, thrillera, w którym aktor wciela się w postać Doktora Martina Harrisa. Biedaka z amnezją, próbującego ustalić, kim jest, kim był i kim powinien się stać.

Tożsamość — recenzja thrillera z Neesonem w roli głównej

Martin Harris udaje się do Berlina na odczyt naukowy. Na lotnisku zostawia jednak walizkę. Brak bagażu zauważa dopiero pod hotelem. Nie mówiąc nic żonie — w tej roli January Jones, którą możesz kojarzyć z filmów takich jak Radio na fali, American Pie, To właśnie miłość czy Dwóch gniewnych ludzi — wsiada do pierwszej lepszej taksówki i jedzie na lotnisko. Nie dociera tam. Taksówka z kierowcą, graną przez Diane Kruger i doktorem Martinem Harrisonem wpada do wody.

Sprawdź inne recenzje filmów

Doktor Harris budzi się w szpitalu. Nie pamięta gdzie jest i jak się nazywa. Co gorsza, wszystkie fakty z jego życia, które z czasem zaczynają wracać, okazują się nieprawdziwe. Jego żona nie rozpoznaje go. Co gorsza, ma u swego boku mężczyznę, który tytułuje się tym samym nazwiskiem, co on. Nawet władza nie jest chętna do pomocy. Martin nie mając wielkiego wyboru, szuka kobiety, która dorabiała sobie jako kierowca taksówki. Dzięki swojej determinacji, odnajduje ją.

Krok po kroku podążamy za doktorem Harrisem i poznajemy nie tylko jego postać, ale również kłamstwo, które sam próbował opowiedzieć. Kolejne fakty wydają się coraz bardziej absurdalne. Wszystko, czego doktor Harris dowiaduje się o swoim wcześniejszym życiu, wydaje się absurdem. Jednak prawda wychodzi na jaw w chwili odzyskania walizki. Bagażu, zawierającego odpowiedź na niezadane nawet pytania.

Walizka to punkt zwrotny, to absurd tej historii. To brak pomysłu i tak zwane szwy, których użyli scenarzyści do spojenia dobrze zapowiadającego się wprowadzenia i rozpisanego później, nie pasującego do reszty historii finału. Konieczne było wykorzystanie pomysłu w miarę logicznego, by zespolić wszystkie fragmenty. Wyszedł twór nieco absurdalny, sprawiający wrażenie królika wyjętego z kapelusza. I wszystko byłoby w porządku, gdyby ktoś przed chwilą nie schował tam kota.

Tak jak w przypadku Contratiempa, byłem rozczarowany zakończeniem. Kolejny thriller, gdzie duży potencjał został zmarnowany. Z tym, że w tym filmie nie zrujnowano końcówki. Tutaj pomysłodawca nie trafił z punktem kulminacyjnym. Propozycja Olivera Butchera i Stephena Cornwella, scenarzystów Tożsamości, jest wyłącznie przeciętna. Być może jeden z panów pisał początek historii, drugi napisał koniec. A nad środkiem i spoiwem opowieści musieli dumać razem. Stąd tak dwa różne podejścia do pozornie tej samej fabuły.

Zdjęcie: zapożyczone z portalu YouTube

Sprawdź też to

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął — r... Allan Karlsson przypomina mi nieco dziadka mojej żony, fizycznie zmęczonego, ale psychicznie wciąż oczekującego od życia wyzwań. Przeżył wiele, tańczył z generałem Franco, pił wódkę ze Stalinem, zosta...
Adaptacja – recenzja filmu Adaptacja przemawia do mnie jako do fana kina, jak i do osoby, która chce pisać scenariusze. W pewnym stopniu identyfikuję się zarówno z Charliem, jak i z Donaldem. Powiedziałbym, że Adaptacja to pomy...
Scroll Up