Człowiek demolka (1993) – recenzja filmu

Sylwester Stallone obok Sandry Bullock jest dość niecodziennym zestawieniem, nawet jak na lata dziewięćdziesiąte, które rządziły się swoimi sprawami. Przed zobaczeniem Człowieka demolki aktorka kojarzyła mi się głównie z komediami romantycznymi. Teraz wiem, że oprócz średniej jakości filmów o miłości, grała w równie kiepskich filmach akcji.

Człowiek Demolka — z sentymentem czy niesmakiem?

Film otwiera się zgodnie z hitchcockowską zasadą, zacznij od trzęsienia ziemi, a potem potęguj napięcie. Niestety w przypadku Człowieka Demolki owo napięcie potęguje jedynie wrażenie kiepskiego żartu. Całość wydaje się nieudolnym pastiszem, jakoby reżyser chciał ośmieszyć kino akcji. Momentami podszedł do sprawy jednak zbyt poważnie i nie udał mu się ani dowcip, ani trzymający w napięciu thriller.

Zobacz inne filmy z lat 80 i 90!

Przestępca Simon Phoenix — w tej roli Wesley Snipes — zastawia pułapkę na granego przez Sylwestra Stallone’a przesadnie brutalnego i nieco nierozważnego stróża prawa. Policjant przez swoją bezkompromisowość dopuszcza do zabicia kilkudziesięciu zakładników. Razem z przestępcą zostaje więc aresztowany pod zarzutem masowego mordu i skazay na kilkadziesiąt lat więzienia. W hibernacji.

W 2032 roku Phoenix podczas przesłuchania o warunkowe zwolnienie, ucieka. Panoszy się w nowym San Angeles, metropolii stworzonej z połączenia San Diego, Los Angeles i Santa Barbara, siejąc grozę wśród mieszkańców. Ugładzeni policjanci nowego świata, nieznający przestępstw, zajmujący się wlepianiem mandatów za inwektywy rzucane w stronę innych ludzi czy sprzętów pokroju budek telefonicznych — tak, w filmie osadzonym w dwudziestym pierwszym wieku ludzie wciąż korzystają z budek telefonicznych — nie potrafią poradzić sobie z brutalnym rzezimieszkiem pokroju Simona Phoenixa.

Porucznik Lenina Huxley, zakochana w realiach dwudziestego wieku policjantka, podsuwa pomysł swoim mocodawcom, by wybudzić zamrożonego przed laty Johna Spartana. Tylko on ma być w stanie ponownie powstrzymać szerzącego terror przestępcę.

Film początkowo noszący znamiona fantastyczno naukowego kina akcji, zmienia się w zlepek gagów śmiesznych dla ludzi żyjących w latach dziewięćdziesiątych. Wykorzystany w filmie pomysł przeniesienia akcji w niedaleką przyszłość może sprawdzał się dawniej, obecnie jest jednak mało wiarygodny, a przynajmniej w sposób, jaki zrobił to scenarzysta nie do końca mnie przekonuje.

John Spartan zgodnie z pseudonimem, którego dorobił się w dwudziestym wieku — tytułowy Człowiek Demolka — w pogoni za Phoenixem sieje zniszczenie, demoralizuje nowoczesne społeczeństwo, nie liczy się z niczym ani z nikim. I co rusz poprawia zakochaną w jego stylu życia porucznik Huxley. Dla mnie Człowiek Demolka to film, który należało zobaczyć w latach dziewięćdziesiątych. I nie wracać do niego. Nie znajdziesz w nim ani fantastyki naukowej, ani dobrych i aktualnych żartów. Jedynie słabą grę Sandry Bullock i ograną twarz Stallone’a. Jeśli szukasz lepszego kina z tym aktorem, zobacz, czy spodoba ci się Sędzia Dredd.

Zdjęcie: https://fdb.pl/film/3595-czlowiek-demolka

Scroll Up