Sen o wolnym świecie – rozdział trzeci

Cronenberg przyczaił się w bocznej alejce i słuchał monologu strażnika. Kiedy przedstawienie dobiegło końca ludzie wymienili spojrzenia i zaczęli szukać wzrokiem uciekinierów. On, tajemniczy mężczyzna kulący się gdzieś w ciemnym kącie, nasunął kaptur na głowę i okrężną drogą dotarł pod drzwi najstarszego baru w mieście. Wewnątrz, za wysokim kontuarem zauważył przyjazną twarz.

– To co zwykle? – zapytał oberżysta.
– Nie dzisiaj. Ktoś tu na mnie czeka. – Uśmiechnął się smutno i leniwie podreptał za bar.

Na zapleczu, przy małym stoliku siedziało czterech mężczyzn. Trzech z nich grało w karty i naprzemiennie pociągało z butelki. Tylko chudy urbsbańczyk trzymał się z boku. Lucky bez czapki na głowie niczym się nie wyróżniał. Ralph niemal go nie poznał.

– Sasha Rawdanowicz? – zapytał.

Pilot odwrócił się zaskoczony.

– Rodzice się uparli. Coś się stało?

Ralph pokręcił głową.

– Szukają nas.

Lucky westchnął, spodziewając się tego.

– To moi starzy znajomi, Siergiej i Aleksander.

Cronenberg kiwnął im w witającym geście. Zerknął też ukradkiem na pracownika kotłowni i jemu także skinął.

– Oni wiedzą, kim jestem? – Ralph szepnął Sashy do ucha.
– Nie. Wiedzą, jakie mają zadanie i tyle im wystarczy. Nie pytają o powody. Powiedz mi tylko…
– Cena nie gra roli – wtrącił Ralph. – Zależy mi tylko na czasie.
– Nie o to chciałem zapytać – wtrącił pilot. – Po co miałem go tu przytargać? – wskazał na zabiedzonego palacza.

Cronenberg poklepał Sashkę po ramieniu.

– Dowiesz się w swoim czasie.

***

Kasjusz otworzył oczy. Jego usta były suche, niczym układ rodny pięćdziesięcioletniej prostytutki. Blask księżyca przedarł się przez szczelinę w ścianie i oparł na wiadrze do połowy wypełnionym wodą. Chłopak nie wiedział, czy nadaje się do picia, ale w tamtej chwili nie miało to dla niego żadnego znaczenia. Chciał się podnieść. W tej samej chwili, kiedy tylko starał się rozprostować nogi, poczuł, że ktoś przywiązał go do krzesła.

– Czekaj, zaraz ci coś przyniosę – usłyszał kobiecy głos. Głuchy, zza drzwi, jakby od samego początku był obserwowany.

Po chwili do pokoju weszła normalnie już ubrana kelnerka. W ręce trzymała kubek wypełniony wodą. Przysunęła naczynie do ust więźnia.

– Nie tak szybko – rozkazał barman. On także wychynął z czeluści drugiego pomieszczenia.

Dziewczyna odsunęła się od Kasjusza. Ten nie zdążył nawet zmoczyć warg. Z każdą chwilą czuł coraz mocniejsze napady bólu głowy. Sznur wpijał się w nadgarstki ścierając naskórek.

– Kim jesteś!?
– Mów mi Otton. Jestem właścicielem tego … baru – odparł. – Najpierw odpowiesz mi na kilka pytań – powiedział i wyciągnął z kieszeni monetę, którą Kasjusz znalazł w mieszku, przyniesionym przez metalowego kruka. – Zapłaciłeś nią. Wiesz, co to?

Kasjusz pokręcił głową.

– A ja myślę, że wiesz. Skąd ją masz?
– Dostałem.
– Słucham – barman przysunął krzesło i usiadł tuż obok nastolatka.

Kasjusz nie miał wyjścia. Zrobiłby wszystko, by poczuć w krtani wilgotność płynu znajdującego się w kubku. Opowiedział mężczyźnie o zajściu z mechanicznym krukiem i próbie dołączenia do bractwa. Pomyślał, że najwięcej ugra szczerością, toteż zwierzył się z pomysłu wysadzenia komendy gwardii. Pominął tylko niefortunne wydarzenie na dworcu i okoliczności ucieczki z miasta. Trochę ze strachu przed konsekwencjami, trochę by nie rozdrapywać rany, która wciąż się goiła.

Barman kiwnął głową. Kelnerka podsunęła Kasjuszowi kubek pod usta i przechyliła. Chłopak nie zważał na pieczenie. Napój wylewał się z jego ust i strumyczkami spływał po brodzie. Na znak mężczyzny, dziewczyna odsunęła się z powrotem pod drzwi i czekała.

– Sprawa wygląda tak. Trzy miesiące temu dostaliśmy znak, że mamy wyczekiwać posłańca. Mieliśmy rozpoznać go po monecie, którą właśnie trzymam w ręce. Spodziewaliśmy się kogoś starszego.
– Chciałem tylko uciec, dotrzeć do stolicy i wrócić z jakimś wynalazkiem – powiedział nerwowo Kasjusz. – Tę monetę znalazłem!

Gdyby nie więzy, emocje kazałyby mu wstać i uderzyć rękami o blat stołu, którego akurat teraz nigdzie nie było.

– Wierzę ci – odpowiedział barman. – Ale nie mogę cię puścić ot tak.

Kasjusz wyczuł, że mężczyzna chce mu coś zaproponować. Nieco się uspokoił i skupił wzrok na rozmówcy. Barman uśmiechnął się, widząc postawę nastolatka.

– Dobrze. Zrobimy tak… – rzekł.

***

Już na pierwszy rzut oka widać było, że ktoś majstrował przy pojeździe. Odczepiono beczułki z gazem, co odciążyło konstrukcję, wymieniono silnik ze spalinowego na parowy, przez co w miejsce tłoków pojawiły się zębatki wszystkich rozmiarów, a zamiast gumowych przewodów, łączących ze sobą poszczególne części układu napędowego, w blasku łagodnego popołudniowego słońca błyskały metalowe i miedziane rurki.

Barman uprzedził Kasjusza, że jego ludzie dokonają kilku poprawek, ale do chwili opuszczenia gospody i zobaczenia pojazdu, chłopak nie zdawał sobie sprawy z ogromu zmian. Najwięcej uwagi Kasjusz przywiązał do niewielkiego pudełeczka, znajdującego się pomiędzy silnikiem a siedziskiem.

– Co to jest?
– Generator karbonu – odpowiedział Otton.

Chłopak patrzył na niego wyłupiastymi oczyma.

– Połączyliście technologię parową z alchemią?
– I tak, i nie. Ta skrzyneczka – barman wskazał palcem na nieduże pudełeczko – jest odpowiedzialna za dostarczanie węgla. Wytwarza go z materii, którą się tam włoży. Oczywiście półprodukt, z którego chcesz wytworzyć bryłkę, również musi zawierać w sobie odpowiedni pierwiastek. Kiedy cały proces minie, wewnątrz znajdziesz minerał, który musisz potem wrzucić do niewielkiego pieca.
– A co z ogniem? Co z wodą?

Mężczyzna zaśmiał się.

– Tu faktycznie wchodzimy w alechemię. Ogień pali się dzięki pobieraniu z otoczenia energii życiowej. Wystarczy, że przełączysz tę dźwignię – wskazał na nieduży cyngiel, znajdujący się pod kierownicą.
– A co z wodą? – zapytał chłopak.
– Jest w powietrzu. Trzeba ją tylko pobrać i odpowiednio przetworzyć. Obok silnika znajduje się kolba, w której dochodzi do anty-pirolizy.

Chłopak nic nie zrozumiał. Wiedział tylko, że wsypując piasek do pudełeczka zasili pojazd i wprawi w ruch zębatki napędzające koła.

– Na jak długo wystarczy jedna bryłka?
– Stałym tempem, po prostej drodze? Co najmniej kilka godzin jazdy.

Kasjusz wskoczył na siedzenie, otworzył przepustnicę bojlera, pociągnął za sznurek i czekał aż para dotrze do mechanizmu napędzającego zębatki. Silnik zaskoczył, wydając z siebie charakterystyczny dźwięk.

– Czekaj – zawołał Otton. Sięgnął do kieszeni i rzucił chłopakowi monetę, którą zabrał wcześniej. – Jeszcze ci się przyda.

***

Krajobraz na wschodzie nieco się zmienił. Nie było już tylu śmieci walających się wokół drogi. Z czasem pojawiały się kępki trawy i drzewa. Tych ostatnich Kasjusz do tej pory nie miał okazji zobaczyć. Co kilkanaście kilometrów napotykał na budynki zamieszkane przez tambylców. Wokół nich rozciągały się kilometry pól uprawnych; przeważnie były to pola manioku czy batatów, które nie wiedzieć czemu wciąż rosły jak szalone. Zielona połać ciągnęła się po obu stronach drogi, czasem przecinała ją polną dróżka lub wyschnięte koryto rzeki. Zdarzało się, że gdzieś pośrodku niczego wyrastał kawałek patyka, odziany w szmaty. Prowizoryczne strachy miały odstraszać wygłodniałe ptaki, budujące gniazda w pobliżu ludzkich domostw.

Zbliżający się zmrok i niebo zaciągnięte chmurami zmusiły młodego mechanika do postoju. Zdecydował się zapytać o gościnę w jednym z mijanych domów. Zobaczywszy dwupiętrową budowlę z nieco dziurawym dachem i powybijanymi oknami, zdecydował się skręcić w jej stronę. Czuł, że w dobrze wyglądającym domu nie miałby szans. Zaparkował tak, żeby w razie czego szybko uciec, zszedł z czterokołowca i stanął przed werandą. W jednym z drewnianych schodów wyła dziura. Drzwi były uchylone i na skutek coraz mocniej dmuchającego wiatru uderzały o framugę.

Kasjusz wdrapał się na górę i zastukał.

– Wlazł – odpowiedział mu twardy głos.

Chłopak wsunął się do środka, niepewnym krokiem zbliżał się ku kuchni.

Sprawdź też to

Sen o wolnym świecie – rozdział pierwsz... Pierwszy rozdział mojej pierwszej powieści. Sen o wolnym świecie to przygodowa powieść postapokaliptyczna o świecie przyszłości pełnym XIX-wiecznych wynalazków.
Sen o wolnym świecie – rozdział drugi... Drugi rozdział mojej pierwszej powieści. Sen o wolnym świecie to przygodowa powieść postapokaliptyczna o świecie przyszłości pełnym XIX-wiecznych wynalazków.
Scroll Up