Opowiadanie fantasy – Duch Orła

Dzisiaj mam dla Was opowiadanie fantasy z dreszczykiem utrzymane w klimacie marynistycznym. Była to moja propozycja na konkurs literacki organizowany przez Magazyn Histeria. Lubisz straszne historie? To opowiadanie jest dla Ciebie!

Aha, poniżej znajdziesz jedynie fragment tego opowiadania. Resztę będziesz mógł przeczytać, jeśli dołączysz do mojego newslettera. Już wkrótce otrzymają je wszyscy czytelnicy, dlatego nie czekaj, tylko zapisz się na listę przez poniższy formularz.

Opowiadanie fantasy pt. Duch Orła

Santi leniwie kołysała się na wodzie. Darek postawił stopę na zawilgotniałej od mgły i nieco zardzewiałej burcie hydrografu. Wskoczył na pokład, w dłoniach trzymając duży karton pełny puszkowanej żywności.

– Jest wszystko? – zapytał Marek.
– Teraz tak. Kuba będzie?

Marek pokręcił głową.

– Płyniemy w piątkę. Będzie Burza, Krzysiek i Daria.
– No nic. Damy radę. Znaleźliśmy Nahrwala, to i Orła znajdziemy.

Zaraz potem na pirsie pojawiła się Daria, którą Marek uszczypliwie nazywał Leibovitzową. Razem z dziewczyną do portu dotarli Krzysiek Piotrowski i Michał „Burza” Burzyński. Darek nie wiedział, skąd ten pseudonim, ale prawdą było, że ze swoim charakterem Michał na pierwszym lepszym okręcie dorobiłby się rangi bosmana.

– Możemy wejść? – zapytała Daria.

Dariusz kiwnął głową, a Marek podał jej dłoń. Dziewczyna zwinnie weszła na pokład i nie zdążywszy nawet przywitać się z Darkeim, wyjęła aparat fotograficzny.
– Lubi tę robotę bardziej od nas – zaśmiał się Marek.

– Nie ma Kuby Pilcha? – zapytał Burza ostrożnie stawiając stopę na burcie. Ale w chwilę potem, kiedy tylko zauważył minę Darka, zmienił temat. – Widziałem cię w telewizji.

Kapitan i pomysłodawca całej akcji wzruszył ramionami.

– Może ktoś się odezwie.

Wszyscy roześmiali się w głos.

***

To nie była przyjemna wachta dla Michała. Wiatr uspokoił się, ale dłonie mężczyzny zdążyły skostnieć. Łódź zakotwiczona gdzieś pośrodku niczego, dryfowała pchana falami, raz na wschód, później na południe, by po chwili wrócić na północny zachód i znaleźć się w punkcie początkowym. Burza stał więc przy kole sterowym i tępo wpatrywał się w gwiazdy, czasem tylko zerkając na zielony punkcik migający na radarze. Santi zataczała koła, leniwie rysowała ósemki na ekraniku i kolebała się z burty na burtę, usypiając resztę załogi.

Michał przecierał oczy ze zmęczenia. Kiedy usłyszał dziwne piknięcie, a potem dojrzał na wyświetlaczu dziwny obiekt o niestandardowym kształcie, było gdzieś przed trzecią. Za kilka minut miał zmienić go Krzysiek. Michał słyszał już nawet, jak drugi z nurków pod pokładem szykuje się do wyjścia na posterunek.

– Krzysztof!

Krzysiek wybiegł na górę z rozpiętym sztormiakiem i bez czapki na głowie.

– Co jest?

Burza wskazał na radar, ale w miejscu, w którym jeszcze przed chwilą widać było zieloną plamę, teraz rozciągała się niezrozumiała dla niego czerń.

– Coś ci się przyśniło.

Michał z niedowierzaniem i malującym się na twarzy rozczarowaniem spojrzał na ekran.

– Wymyślisz byle głupotę, żeby tylko zejść pod pokład – zaśmiał się Krzysiek.

Burza burknął pod nosem, że przeprasza i poczłapał schodami do kajuty.

– Rano musimy przeskanować ten obszar – powiedział odchodząc.

***

Marek od samego rana delikatnie manewrował sonografem. Skupiał całą swoją uwagę na ekranie. Obraz w kolorze tęczy rysował naturalną linię dna, metr po metrze, kwadrant po kwadrancie. Mężczyzna przeszukiwał dokładnie każdy centymetr dna, szukał czegokolwiek.

– Widzisz? – zapytał Burzę. – Nic tu nie ma…

Jego słowa przerwał rysujący się na wyświetlaczu kształt kadłuba. Ogromny obiekt zjawił się znienacka i przesłonił ekran.

– Darek! – krzyknął. – Mamy coś!

Dariusz Starowicz zbiegł z pokładu i stanął za plecami Marka. Ten zatrzymał skan i zmniejszył skalę, by objąć ogrom znaleziska. Owalny na dziobie i zwężający sę ku rufie statek spoczywał na dnie. Duża śruba na jego końcu wyglądała na zniszczoną, podobnie jak poszycie na dziobie. Dziura wielka na kilka metrów wyła tuż pod miejscem, w którym zazwyczaj znajdował się mostek.

– Przygotować kombinezony – rozkazał kapitan.
– To jego szukaliśmy?

Darek tylko wzruszył rękami, nie będąc pewnym odpowiedzi.

– Płyniemy w trójkę – dodał po chwili. – Chcę przy tym być.

***

Darek uwielbiał ten dreszczyk emocji, to poczucie strachu na sekundę przed uderzeniem plecami o taflę wody i jednoczesną wolność w chwili spadania.

Morze miało w tamtym miejscu głębokość nieco ponad trzech tysięcy metrów. Łódź, której szukali, spoczęła na jednym z wyższych wzniesień morskiego dna. Dziób wystawał ponad przepaść, ale reszta okrętu twardo leżała na skalnej płaszczyźnie. Dariusz kazał Michałowi i Krzyśkowi płynąć za nim. Zdecydował, że przeszukanie rozpoczną od strony dzioba, tam, gdzie hydrograf wskazał sporych rozmiarów wyrwę.

Z bliska u-boot robił znacznie większe wrażenie. Nawet rdza zżerająca poszycie nie ujmowała mu charakteru. Stosownym gestem Darek polecił pozostałej dwójce uważać na siebie, samemu zaś machnął nogami i nabierając prędkości, przepłynął przez otwór. Po chwili znalazł się na mostku. Na środku pomieszczenia, które w tamtej chwili oglądał z perspektywy lampy wiszącej na ścianie, znajdował się stalowy stół.

Pod kapitańskim stołem zazwyczaj znajdowały się teczki z dokumentami. Zazwyczaj. W tym przypadku niczego nie było. Michał zaczął przetrząsać metalowe szafki po jednej stronie, Krzysiek robił to samo z drugiej. Ale żadnemu z nich nie udało się niczego znaleźć. Pokręcili tylko głowami, co Darek przyjął z ciężkim sercem. Nieco rozczarowany, zbliżył się do drzwi prowadzących w głąb okrętu. I kiedy miał już pociągnąć za klamkę, z drugiej strony usłyszał dziwny stukot. Szczęk, jak gdyby ktoś uderzał w rury biegnące od samego dziobu, aż po ostatnią komorę łodzi. Dariusz zerknął wymownie na towarzyszy, ci zaś z zainteresowaniem spojrzeli na niego. Pociągnął za klamkę najmocniej jak umiał, lecz drzwi nie ustąpiły. Odsunął się i zrobił miejsce Michałowi, który oprócz zamiłowania do nurkowania, sporo czasu spędzał na siłowni. Michał zaparł się nogami o ścianę i pociągnął za drzwi. Te najpierw drgnęły, za drugim razem skrzypnęły, by przy trzecim podejściu ulec sile Michała. Z korytarza buchnęły bąble powietrza.

Darek wetknął głowę w otchłań korytarza i kiedy tylko to uczynił, drzwi znajdujące się na końcu długiego przejścia zatrzasnęły się. Mężczyzna, z przerażeniem w oczach łypiących zza szybek maski, odstąpił. Spojrzał na Krzysztofa i Michała. Ci jednak stracili na pewności siebie, żaden nie chciał płynąć jako pierwszy. Darkowi trudno było poruszać się w tak wąskim korytarzu. Lawirował pomiędzy schodami wiodącymi na wyższe pokłady i rurami, które zapewne na skutek uderzenia z torpedą, zerwały się i zatarasowały przejście.

Dopłynięcie do tajemniczych drzwi zajęło mu niemal dziesięć minut, choć dystans, który pokonał przed chwilą, w normalnych warunkach robił w niespełna sześćdziesiąt sekund. Michał i Krzysiek nie wyściubili nosa poza próg mostku kapitańskiego. Patrzyli na Darka z podziwem i wystawiali kciuki, próbując dodać mu otuchy. Mężczyzna złapał za klamkę i pociągnął. Bał się, że i tutaj nie da sobie rady. Drzwi poddały się jednak jego sile. Zwiększył moc lampki oświetlającej drogę i wpłynął do kajuty.

Kiedy tylko znalazł się w środku, drzwi za nim zatrzasnęły, jak gdyby ktoś popchnął je od wewnątrz. Przerażony mężczyzna odwrócił się, chciał złapać za klamkę, ale od wewnątrz jej nie było. Poczuł chłód. Nie ten, który towarzyszył mu od kilkudziesięciu minut i który tak doskonale znał. Był to chłód przerażenia przenikający całe ciało i paraliżujący ruchy.

Chwilę mu zajęło zwalczenie tego swoistego odrętwienia. Rozejrzał się po pomieszczeniu. W jednym z kątów stała koja, na niej zaś leżały kości niemieckiego marynarza ubrane w częściowo rozpadającą się marynarkę. Z jednego z pagonów Darek wywnioskował, że dawniej było to ciało kapitana. Co ważniejsze, spod klapy munduru wystawała książeczka oprawiona w skórę. Dariusz sięgnął po dokumenty i w tym też momencie poczuł przeszywający jego ciało dreszcz. Wziął głębszy wdech i zapakował książeczkę do foliowej torebki. Kiedy już skończył, drzwi otwarły się równie zaskakująco. To Michał i Krzysiek znaleźli w sobie nieznane dotąd pokłady odwagi i ruszyli za Darkiem z misją ratunkową. On widząc ich zmartwione oczy, uniósł dłoń i pokazał, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Sprawdź też to

Opowiadanie fantasy – Strzeż się berdników Szli wolno, robiło się coraz zimniej. Pierwsze krople zaczynały spadać z nieba i uderzać o kamienie. Szlak robił się trudny. Za dnia kiedy słońce osuszało ścieżkę trzeba było uważać wyłącznie na wysta...
Opowiadanie fantasy – Bursztynowy szlak Opowiadanie fantasy w słowiańskim klimacie! Cesarstwo Rzymskie nie jest już tak potężne jak dawniej. Kolejne dostawy bursztynów tajemniczo nie docierają do celu. Wiele z nich znika na terenach zamiesz...
Scroll Up