Zasrane miasto

Środek wiosny, około dziewiątej. Frodo nie dawał mi spokoju. Zaliczył poranny spacer, ale widać dieta dnia poprzedniego mu nie służyła. Westchnąłem, jak to mam w zwyczaju, dałem znać na slacku, że znikam na kwadrans i zabrałem czworonoga na przechadzkę po mysłowickich gównozasiekach.

Krótki wypad na pobliski trawnik. Pies, nie ja. Od jakiegoś czasu nie ryzykuję stawiania kroku na tutejszych skwerach. Więcej tam psiego gówna niż min przeciwpiechotnych zebranych przez partyzantów w trakcie całej wojny.

Psiodnoszenie ciężarów

Wracając, docieramy do schodów prowadzących na nieduży parking. Z naprzeciwka naciera na nas sześćdziesięciolatka z krwistoczerwoną czupryną. Widać tylko taki kolor był wstanie ukryć pojawiające się na jej skroniach siwe loki. Pod jedną pachą torebka, pasująca kolorem do fryzury, pod drugą małe charczące stworzenie. Buldog francuski. Kobieta była fanką psiodnoszenia ciężarów, jej podopieczny mógł dotykać swoimi łapami jedynie dywanów w mieszkaniu.

Zdobywszy szczyt kilkustopniowych schodów, postawiła czworonoga na chodniku i czekała, aż ten dowlecze się na trawnik i zostawi tam swój autograf. Kiedy kończył, pojawiłem się ja z moją zabójczo groźną bestią — przez najmłodszych mieszkańców miasta nazywaną słodziakiem, przez starszych, najładniejszym psem, jakiego widzieli.

Emerytka nie omieszkała jednak zbluzgać mnie, że pies biegnie bez smyczy. Frodo groźnie zbliżył się do buldoga i z zamiarem zagryzienia, zainteresował się pobliskimi krzakami, ot tak, dla niepoznaki, by zmylić ofiarę. Spojrzałem z litością na nią i jej biednego podopiecznego, który przez wymysły ludzi musi męczyć się z krótkimi łapami i pyskiem, wyglądającym jak następstwo przykrego wypadku. Odpuściłem sobie mesjanizm i walkę o lepszy świat. Wiedziałem, że jedyne, co taka kobieta może zmienić w swoim życiu to kolor włosów na głowie. Po psie i tak nie nauczy się sprzątać.

Trzydziestoletnia brunetka z jamnikiem

Dwa miesiące później, dwa trawniki dalej. Około godziny dziewiątej wieczorem. Niby jeszcze widno, ale światło latarni nie docierało do miejsca, w którym stałem. Wydawać by się mogło, że łatwiej będzie mi naprostować kogoś przed czterdziestką. Kobieta, brunetka, po drugiej stronie smyczy, jamnik. Świecę pod stopy, żeby w nic nie wdepnąć. Kątem oka zauważam, że pies kobiety zabiera się do rzeczy. Frodo akurat obsikuje pobliski krzak, a ja w głowie już knuję chytry plan. Wiedziałem, że nie posprząta.

Jamnik skończył robotę, a właścicielka szykuje się do ewakuacji. Widząc jej angielskie podejście, zagaduję:

— Suczka?
— Pies — odpowiada.

Uśmiecham się w duchu.

— Widzę, że pani pies coś zostawił — wyciągam z kieszeni worki na psie odchody, odrywam jeden i podaję. — Proszę — mówię z nutką ironii.

Kobieta zabiera worek i patrzy na niego, a potem na mnie, jakby stał przed nią duch jej zmarłego dziadka. Po chwili dziękuje i pyta, gdzie można takie dostać.

— W każdym zoologicznym — odpowiadam, wracając uwagą do swojego psa, który już ciągnął w kierunku domu.

Oglądam się jeszcze na jamnika i okolice jego szaletu. Kobieta wyrzuca czysty worek w krzaki — stojąc pięć metrów od śmietnika — i wraca do klatki.

Królewna z rottweilerem

Zima, to samo miejsce, ta sama godzina tylko jakby zimniej i ciemniej. Nawet nie próbuję szukać wzrokiem psiego gówna na trawie. Liczę na szczęście. Tym bardziej, że to już stała trasa na wieczorne siknięcie. Tym razem dwudziestolatka. Na końcu jej smyczy czarny rottweiler.

Przechodzę z Frodem obok, czuł się nieco niepewnie. Pies młodej zabiera się do paskudzenia. Męczy się kilka minut, ale pomyślałem, że Frodo jeszcze nie zahaczył o żadne drzewo, więc mam kilka chwil. Stoję i czekam na rozwój sytuacji. Rottweiler wreszcie kończy, a dwudziestoletnia królewna jak gdyby nigdy nic zwija się do domu. Zapytałem tylko, czy ma zamiar to posprzątać, bo przecież sama tamtędy chodzi. Odburknęła pytaniem, czy ja sprzątam po swoim psie, a kiedy usłyszała coś, co nie wpasowywało się w jej światopogląd, prychnęła niedowierzająco i odeszła.

Faceci też nie sprzątają

Wczesna jesień, robi się późno. Zapinam psa na smycz, mądrala lubi zahaczyć o śmietnik i znaleźć sobie kawałek czegoś dobrego. Niby niezbyt bogate osiedle, ale o dziwo ludzie wyrzucają więcej jedzenia niż pobliski supermarket. Idziemy tak kilka metrów i widzę, że Frodo szuka sobie miejsca. Spuszczam go ze smyczy i śledzę wzrokiem. Po chwili jest po sprawie, pakuję ładunek i do pobliskiego kosza.

Pies jak to pies, po wszystkim pełen radości zaczyna biegać. Gdzieś z boku wychodzi pięćdziesięcioletni emeryt, najpewniej górnik. Pod nosem wąs, na głowie łysina, na łańcuchu labrador. Frodo podbiega do kolegi i zaczyna wąchać. Facet widząc podchody, zaczyna ciągać swojego i wołać do mnie, że mam zapiąć kundla, bo, jak to rzekł, zaraz się pogryzą.

Widzę, że jeden i drugi chcą się bawić, ale facet nie odpuszcza, drze morde coraz głośniej. Wołam Froda, ten po chwili przybiega. Gość jeszcze coś burczy, ale widząc, że jego pupil kończy sprawę na kawałku ziemi obok śmietnika, ciąga psa za sobą do domu. Na odchodne ogląda się na mnie z pogardą.

Nie każdy powinien mieć psa

Świąteczny okres, wszyscy w sklepach i na ulicach niby mili, ale jakby bardziej poirytowani. Wracam z zakupami; pełen plecak i siatka w jednej ręce, smycz w drugiej. Idziemy po chodniku prosto do domu. Frodo już po spacerze. Przed nami kroczy dwudziestoletni, łysawy rycerz ortalionu. Obok niego, na krótkim kawałku sznura niemrawo drepta najzwyklejszy w świecie kundel.

Pies co chwila się odwracał i patrzył na Froda, a właściciel co rusz darł się po nim. Wreszcie zatrzymał się, żeby mnie przepuścić. Frodo przebiegł, a tamta psina z braku laku zaczęła załatwiać potrzebę na środku wąskiego chodnika, vis a vis drzwi wyjściowych do jakiejś klatki.

Chojrak w dresie chciał iść dalej, ale pies się oparł. Chłopak czując opór wziął zamach i przyrżnął swojemu srającemu na chodniku psu w głowę. Ten musiał przerwać i potulnie pobiec za właścicielem. Chciałem się odezwać, naprawdę, ale instynkt samozachowawczy kazał mi się zamknąć i iść dalej.

Sprawdź też to

Nie jesteśmy czarno-biali Tuż obok wjazdu na parking stoi wysoka, ładnie zaprojektowana konstrukcja z pięcioma licznikami, gdzie każdy jeden wyświetla ilość pozostałych wolnych miejsc w poszczególnych sekcjach. Całościowo wokó...
Nonkonformistyczna izolacja Żałuję, że w dzisiejszym świecie, własny pomysł na spędzanie wolnego czasu jest tak powszechnie krytykowany, jeśli nie wpasowuje się w oczekiwania społeczeństwa. Żałuję, że inni próbują zabrać nam wol...
Scroll Up