Świąteczno-noworoczne przemyślenia

Z końcem grudnia planowałem stworzyć zestawienie najważniejszych wydarzeń kulturalnych mijającego roku. Byłaby to lista wszelkiego rodzaju festiwali, w których chciałem wziąć udział. Potem pomyślałem, że opublikuję listę wydarzeń, na których jakimś cudem jednak się pojawiłem.

Pierwszy i drugi pomysł spalił na panewce. Tekst miał być moją — najpewniej wtórną — odpowiedzią na podsumowania publikowane na stronach i blogach innych osób w ostatnich dniach. Zrezygnowałem więc z tworzenia takiego wpisu. Zdecydowałem, że opowiem o towarzyszącym mi od ponad miesiąca dość istotnym rozważaniu.

Świąteczno-noworoczne przemyślenia

Blogowo ostatni rok minął mi pod sztandarem gonitwy za czytelnikiem. Obok pisania tekstów na popularne wg Google’a tematy, starałem się zadbać o poprawną pod kątem SEO konstrukcję strony oraz o działania linkbuildingowe, przyczyniające się do podniesienia pozycji strony w wynikach wyszukiwania. Obok działań SEO, testowałem wszelkiego rodzaju narzędzia marketingowe, jak system OneSignal służący do wysyłania powiadomień push na przeglądarki i telefony, automatyczne wiadomości kierowane do ludzi w social mediach czy przygotowanie strony i newslettera na wejście RODO.

Cała ta marketingowa szopka przyczyniła się do założenia konta w portalu Seostation, to narzędzie sprawdzające pozycję strony w wyszukiwarce na wybrane słowa kluczowe. Przez chwilę chciałem myśleć o mojej stronie — projekcie — jako o sklepie internetowym, w którym moglibyście kupować moje ebooki. I o ile taki jest sens istnienia świeżo uruchomionej księgarni internetowej wewnątrz domeny, o tyle zrewidowałem swoje podejście do wolnego czasu poświęcanego w głównej mierze działaniom reklamowym.

Wydaje mi się, że marketingowo z moją stroną jest nieźle. Niestety produktowo, jeśli traktować moją pisaninę jako produkt, wydaje się być znacznie gorzej. Niespełna miesiąc temu w mojej głowie pojawiła się myśl. Czy ktokolwiek zapamięta mnie, jeśli jedyny sukces jaki osiągnę to wysoka pozycja strony w Google? Czy ktokolwiek doceni, że łatwo mnie znaleźć w sieci? Czy ja sam poczuję się spełniony?

Zrozumiałem wreszcie, że to nie reklama zrobi ze mnie pisarza, ale tworzenie nowych historii; że to pisanie dobrych tekstów pomoże mi zdobyć czytelników, a nie pozyskiwanie linków i pisanie tekstów pod wyszukiwarkę.

Kończę więc ten 2018 rok całkowitym zaniechaniem działań marketingowo-reklamowych, chcąc w pełni poświęcać wolny czas najbliższym osobom i mojemu hobby — pisaniu. Nie reklamie. Mam nadzieję, że już wkrótce będziecie mogli czytać moje kolejne opowiadania.

Życzę wszystkim, żeby ten 2019 rok był równie udany, jak mijający, 2018. Ja wierzę, że mój będzie, zarówno pod kątem osobistym, jak i zawodowym.

Scroll Up