Krótki pobyt w szpitalu

To była moja druga wizyta w szpitalu. Pierwsza miała miejsce w wieku pięciu lat i pamiętam jedynie, dlaczego tam trafiłem. Wiem też, że wtedy jedynie leżałem na oddziale, by poprawić stan zdrowia. Teraz jednak czekał mnie zabieg. Prosty, ale mimo wszystko to ingerencja w żywy organizm, której efekty nie mogły być przyjemne.

Wylądowałem na laryngologii ze skierowaniem do wycięcia migdałków. Pisząc ten tekst jestem już w domu. Minęło niemal sześć dni od chwili zabiegu, powoli mierznie mi się papkowate jedzenie.

Co ciekawe, nawet tak prosta czynność dla lekarza, jak wycięcie migdałków, usunięcie guzków w śliniance czy wyprostowanie przegrody nosowej może skończyć się dla pacjenta źle. Właśnie podczas pobytu w szpitalu zerknąłem się z prawdą, być może banalną, ale w tamtej chwili dała mi do myślenia. Życie ludzkie jest kruche.

Co ciekawe, nawet jeśli ktoś trafia na stół w pełnej narkozie, a sam zabieg przebiega dobrze, to nie jest to koniec perypetii pacjenta i pielęgniarek. Powikłania mogą wystąpić także w sali pooperacyjnej np. przy wybudzaniu.

Jeden z mężczyzn leżących na łóżku obok mojego, po powrocie z sali operacyjnej, gdzie usunięto mu guzki w śliniance, miał problem z wybudzeniem się z narkozy. Pielęgniarki i pani doktor przez ponad godzinę czuwały nad nim i podawały tlen, by mógł oddychać.

Może to nic nadzwyczajnego, ale dla mnie, jako osoby, której szpital kojarzy się z Ostrym dyżurem i Doktorem Housem to mocne zderzenie z rzeczywistością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

siedemnaście − sześć =

Scroll Up