Kraków książką stoi

Wczoraj zakończyły się 19. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie. Jednego jestem pewien, nie można ich porównywać z katowicką imprezą. Ta ostatnia, na tle małopolskiego wydarzenia, które przyrównałbym do nowoczesnej galerii handlowej, wygląda jak ruski bazar z tandetnymi podróbkami.

Dotychczas odwiedzałem jedynie katowickie książkowe Expo. Jednak brak doświadczenia organizatorów i najprawdopodobniej ich niewiara w sukces, sprawiły, że o Targach w Katowicach można było mówić w kontekście porażki Wchodząc do Spodka, naprawdę miało się wrażenie, że Polacy nie czytają.

Targi w Krakowie. Czy Polacy naprawdę nie czytają?

Pomyśleć można, że tak duże przedsięwzięcie powinno być priorytetem dla miasta. Bo przecież ludzie z Polski, ba, z Europy, zjeżdżają się do Krakowa, żeby poznać ulubionych autorów, kupić świeże pozycje, porozmawiać z kolegami z branży. Jednak to wydaje się oczywiste tylko z pozoru.

W moim przeświadczeniu dla pracowników krakowskiego Wydziału Kultury bardziej atrakcyjny był półmaraton, który przyciągnął znacznie mniejszą liczbę zainteresowanych. Brak odpowiednich oznaczeń, kierujących fanów książek do hali oraz zmiana ruchu, będąca konsekwencją organizacji biegu, spowodowały ogólny zamęt.

O książkach

Kilkaset stoisk, dziesiątki, o ile nie setki tysięcy odwiedzających. Niezliczona ilość autorów, dziennikarzy i blogerów. Tak w skrócie można opisać krakowskie Book Expo. Czego w skrócie nie można przedstawić, to kolejek, jakie ustawiały się przed stoiskami National Geographic, gdzie książkę podpisywała Martyna Wojciechowska, czy przed stoiskiem Wojciecha Cejrowskiego.

Równie wielkim powodzeniem cieszył się Andrzej Pilipiuk i Remigiusz Mróz. Przechadzając się wąskimi alejkami, mit o nieczytającym narodzie niemal legł w gruzach. Zresztą podobnego zdania był Tomek Michniewicz, na spotkaniu z czytelnikami.

Nie zabrakło też niespodzianek, jak obecność Dariusza Michalczewskiego i Piotra Fronczewskiego. Najbardziej zastanawiające i nieco zasmucające było zainteresowanie młodych czytelników stanowiskiem wydawnictwa, choć powinienem chyba raczej napisać fabryki, Novae Res.

Kiedy dostałem się do hali, stanowisko okupowało kilkudziesięciu fanów. Sytuacja ta nie zmieniała się do późnych godzin popołudniowych. Patrząc jednak po liście autorów, podpisujących książki, nie znałem żadnego nazwiska. Nie jestem może fanem Polskich autorów, ale propozycja wydawnicza Novae Res chyba nie jest tak porywająca, by gromadzić tak znaczącą publikę?

Może się mylę, może też przemawia przeze mnie zazdrość, bo oni już wydali, ja jeszcze nie. Ale czy przez praktyki takie jak współfinansowanie nie niszczymy rynku? Nie zaśmiecamy głów młodych ludzi barachłem, zamiast proponować wartościowe lektury?

Czy możemy promować literaturę, która stała się nią tylko dzięki pieniądzom wieku pisarzy mógłbym nawet zapytać, czy to pieniądze ich, czy ich rodziców)? Czy w ogóle możemy nazwać literaturą coś, co zostało potraktowane dokładnie tak samo jak proszek do prania, tabletki na ból głowy czy papier toaletowy?

Dla kogo są takie imprezy?

Jeśli szukasz nowych, ciekawych pozycji w atrakcyjnych cenach, nawet się nie zastanawiaj. Masz ulubionego autora, który ma stawić się na targach? Jedź w ciemno, zdobędziesz podpis i będziesz miał okazję chwilę porozmawiać z idolem. Marzy Ci się zdjęcie z gwiazdą pokroju Martyny Wojciechowskiej czy Wojciecha Cejrowskiego? Przybywaj!

Ale jeśli czytasz sporadycznie, nie traktujesz autora jak guru, książki kupujesz przez sieć w taniej księgarni internetowej, a tłumy wywołują u Ciebie agresję i chęć mordu, zostań w domu. To nie miejsce dla Ciebie. Ja byłem, zobaczyłem i wiem, że Targi to miejsce dla fanatyków. Ja wolę zostać przy przerzucaniu książek na stoiskach ustawionych wzdłuż Stawowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

18 − osiemnaście =

Scroll Up