Ile już życia zmarnowaliśmy?

Z głośników wieży, do której podłączyłem telefon i włączyłem internetowe radio, dobiega muzyka na ogół nie spotykana w typowych, komercyjnych stacjach. Nie słyszę również reklam, ot urok rozgłośni opłacanej przez fanów. Widać z każdego zła może wyniknąć coś dobrego. W tym przypadku mogę w pełni świadomie powiedzieć, że cieszę się z cenzury w mediach publicznych. Dzięki niej powstało Radio 357.

Cenzura, choć tym razem do skrajności lewacka, pozwoliła mi natomiast zrezygnować z dwóch potężnych pochłaniaczy czasu. Facebooka i jednego z jego produktów komplementarnych, Messengera. Z samego portalu zrezygnowałem już w lipcu ubiegłego roku, dzięki czemu byłem w stanie bez większych opóźnień przygotować scenariusz serialu audio dla Audioteki. W tym roku, dzięki możności mierzenia czasu w aplikacjach w nowszej wersji Androida, dostrzegłem także zgubny wpływ ich komunikatora na moją produktywność.

Kiedy policzyłem, że wyłącznie w jednym miesiącu poświęcałem łącznie niemal półtorej doby na bezcelowe pogaduszki, zrozumiałem, że muszę się pozbyć fejsbukowego konta na dobre. Dotychczas było tylko zawieszone, bym mógł korzystać z ich czatu, ale teraz, chcąc wyrwać się z kajdan uzależnienia od aplikacji z niebieską chmurką, mogłem poczynić następny krok. Przy okazji analizy korzystania z telefonu oberwały także: aplikacja YouTube i mobilna przeglądarka internetowa. Usuwając Messengera, wyłączając YouTube’a na telefonie, przez co oglądanie filmów w smartfonie stało się mniej wygodne, a co za tym idzie, rzadziej praktykowane, a także ograniczając możliwy czas dziennego korzystania z poczty i przeglądarki do kolejno pięciu i dziesięciu minut, zmniejszyłem dobowe wykorzystanie telefonu z około dziewięćdziesięciu minut do niespełna trzydziestu, co daje rocznie co najmniej trzysta sześćdziesiąt pięć godzin dodatkowego czasu wolnego. To ponad piętnaście dni!

Wydaje mi się, że każdy, kto ma taką możliwość, powinien zajrzeć do ustawień swojej komórki, przeanalizować dzienny czas spędzony na aktywnym korzystaniu zeń i odpowiedzieć sobie na pytanie, o ile może go ograniczyć.

W moim przypadku owe trzysta sześćdziesiąt pięć godzin daje możliwość przeczytania kolejnych pięciu-siedmiu książek, w zależności od ich objętości, napisania trzech nowych pełnoprawnych powieści stukając około pięć tysięcy znaków na godzinę, jeśli ten czas poświęciłbym tylko na pisanie, wybiegania niemal tysiąca kilometrów czy zbudowania znacznie bliższych więzi z bliskimi, z którymi teraz moje relacje są ledwie względnie poprawne. Warto?

PS. W styczniu napisałem scenariusz słuchowiska, które w chwili obecnej jest produkowane przez Soundsitive Studio, a dzisiaj, tj. ostatniego dnia lutego, nanoszę poprawki na dopiero co skończone opowiadanie o długości ponad czterdziestu tysięcy znaków. I piszę ten tekst. Nie żałuję świadomej walki z FOMO. To tylko slogan, przez który próbuje się nas trzymać przy pozornie potrzebnych aplikacjach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

5 + 4 =

Scroll Up