Apokalipsa zombie – początek

Stadion nigdy nie wydawał mi się taki pusty. Zawsze pełno w nim było ludzi, uśmiechniętych i rozśpiewanych lub pogrążonych w żalu. Ale zawsze razem, zawsze oddanych większej sprawie. Niestety ten dzień był inny. Zmieniło się wszystko i chyba nic już nigdy nie będzie takie, jak wcześniej.

Apokalipsa zombie – początek

Puste korytarze napawały lękiem. Kiedy dotarłem do bramy numer cztery, doznałem szoku. Wszystkich kibiców zgromadzono tuż przy wejściu na murawę. Z jednej strony tłum napierał na bramki, z drugiej w ryzach trzymało go kilkunastu żołnierzy. Uzbrojonych w karabiny, granaty i miotacze ognia. Nie potrafiłem oderwać wzroku od trzymanej przez nich broni. Od ekwipunku, który na co dzień ogląda się tylko w filmach. Od niewzruszonych wyrazów twarzy i przerażenia, malującego się w ich oczach. Tak zaczęła się apokalipsa zombie!

– Spokój – krzyknął dowódca, stojący na podwyższeniu. Sam panikował, gdzieś w głębi, tak byśmy nie widzieli, że coś jest nie tak. – Przeprowadzimy was – powiedział. – Tylko spokojnie. Bądźcie szybcy i słuchajcie naszych poleceń. Przetrwamy tę apokalipsę zombie.

Ludzie nieco z przestrachem spoglądali w kierunku wschodniej części korytarza. Co rusz dobiegły stamtąd krzyki i złowieszcze wycia. To nie było normalne. Podszedłem do szeregowego.

– Co tu się dzieje? – zapytałem.

Nie chciał mi jednak odpowiedzieć. Zganił tylko, że nie stoję z resztą grupy i pchnął mnie ku innym. Już miałem zaprotestować. Nie zgadzałem się na takie traktowanie. Ale zaraz potem usłyszałem trzy słowa, które zmieniły wszystko:

– Kontakt z tyłu! Apokalipsa zombie się zaczęła!

Scroll Up